5 stycznia 2017

Moja historia oparta na prawdziwych zdarzeniach.

Witam wszystkich serdecznie. Do tego tematu podchodziłam z milion razy i nigdy nie byłam pewna czy mogę to opublikować. To co Wam opiszę wydarzyło się naprawdę w moim życiu przez co jest to bardzo smutny, przygnębiający, a także trudny i poważny zarazem temat. Jednak w końcu odważyłam się zaryzykować i mam nadzieję, że tego nie pożałuję.



Zacznijmy od roku 1996. To właśnie wtedy się urodziłam w mieście zwanym Tarnów w województwie Małopolskim. W tym samym dniu co ja czyli 24 lutego urodziła się moja siostra bliźniaczka, która okazała się, że jest chora na Downa. Moja biologiczna matka po sześciu miesiącach postanowiła mnie oddać do domu dziecka bez żadnego konkretnego powodu.


W tym dniu tym samym spisała na mnie wyrok. Mając zaledwie 7 miesięcy oraz wagę ok. 3200g zostałam przyjęta do tego domu, który nie był odpowiednio przystosowany do opieki niemowląt i dzieci. Niewiele pamiętając postaram się Wam przytoczyć tylko fragmenty wspomnień, które nie zapomniałam do tej pory. 


Jeśli dotrwaliście do tego momentu to znaczy, że nie jest z Wami aż tak źle, aczkolwiek dramat i horror jaki tam przeżyłam dopiero się zacznie. Zacznijmy od tego, że porządek jaki tam panował był niedorzeczny, a wręcz absurdalny i karygodny. 


W normalnych warunkach niemowlę lub dziecko ma zapewnione przez swoich rodziców przede wszystkim dbanie o czystość, gdzie się znajduje oraz o higienę osobistą. W moim przypadku było całkowicie odwrotnie. Zamiast czystej pościeli miałam obsikane oraz brudne łóżeczko. Co do ubioru był on praktycznie niezmieniany. Nie wspominając o higienie, której tam w ogóle nie znano.


Jeśli mam wspomnień o posiłkach to z braku funduszu z Urzędu Miasta Tarnów dania były skromne i minimalistyczne. Wychowankowie opiekujący się tam Nami według mnie nie posiadali żadnych kompetencji. Tak samo było w stosunku do wychowania zarówno dzieci jak i niemowląt w tym miejscu.


Nie mówię tu, że każdy miał źle, ponieważ zdarzały się przypadki, gdzie traktowano ich zwyczajnie z ulgą. Niestety ja nie należałam do grupy tych dzieci, które miały tam zapewniony spokojny pobyt. W moim przypadku znowu było na odwrót. Mogłabym nawet rzec, że to jak postępowali z resztą dziećmi w tym oczywiście mnie było wręcz nieludzkie.



Nie było tam praktycznie ani jednego dnia, gdzie nie krzyczano, nie ubliżano, nie bito, nie wyśmiewano. Jeśli takie dni występowały to tylko odświętnie. Powiem Wam tak, że takie ich "wychowanie" bardzo odbiło się na moim zdrowiu psychicznym. 


Stałam się osobą bardzo nieśmiałą, bałam się ludzi, a także zamykałam się w sobie. Z czasem jednak szło się przyzwyczaić do takiego zachowania moich wychowanek, że nie potrafiłam już płakać. Jedynie chowałam się w jakiś kątach i potrafiłam się nie odzywać przez cały dzień przez co również mnie karano.


Właśnie na tym chciałabym zakończyć ten wpis, ponieważ jeśliby miałabym w Nim zawrzeć wszystko co planuję byłby on zdecydowanie za długi. Jest to więc pierwsza część tego postu. Druga będzie zawierać natomiast prawdziwe zdarzenia z okresu lat od 5 aż praktycznie do teraz, więc z niecierpliwością czekajcie na kolejny wpis, który już niebawem się pojawi na moim blogu. 


Tymczasem mogę Wam jedynie życzyć miłego dnia oraz jak zawsze zachęcić do komentowania oraz obserwowania by być na bieżąco z moimi postami. Na koniec również chcę zadać Wam jedno pytanie na które musicie odpowiadać lub nie: czy zdarzyliście się z podobną sytuacją lub znacie jakieś podobne albo macie kogoś w znajomych kto jest adoptowany? Piszcie, z przyjemnością poczytam Wasze komentarze. 

51 komentarzy:

  1. Przykra sprawa. Jestem ciekawa dalszego ciągu. Wpadnij: http://cienwiatru.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na część dalszą smutna historia :/

    OdpowiedzUsuń
  3. W swoim życiu poznałam kilka osób adoptowanych.
    Podziwiam odwagę, że napisałaś o tym publicznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku szczerze powiedziawszy jej nie miałam, ale trzeba o takich sprawach głośno mówić.

      Usuń
  4. To bardzo przykre co piszesz, okropnie przykre. Mimo, iż mam łzy w oczach czytając, chciałabym poznać część dalszą.
    http://shizuko-ai.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dzisiaj wezmę się za część drugą i niebawem dodam.

      Usuń
  5. Dobrze, ze napisałaś o tym na blogu, takie sprawy się dzieją, a ludzie nie mają o tym pojęcia. To powinno dotrzeć do wielu osób
    Zapraszam do mnie. Będzie mi bardzo miło, jeżeli zostawisz po sobie ślad w postaci obserwacji oraz komentarza. ☺ normalbutdidnot.blogspot.com (click)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda! Zdarzają się takie sprawy do tej pory pewnie, a nikt nie jest o tym poinformowany :(

      Usuń
  6. Przykra sprawa
    Obserwuję i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo przykra historia, mniemy nadzieje kotku że ta zła passa odmieni się na lepsze i los cię wynagrodzi za tyle przykrego.

    twój łobuz na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie wygląda to za różowo, współczuje...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jejku..:( czemu takie rzeczy się dzieją..:( czekam na nowy wpis
    Obserwuję ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety..tu jest Polska, tu się żyje.

      Usuń
  10. To nic, że byłby za długi. I tak bym go przeczytała :) / podolszanska-web.com/blog

    OdpowiedzUsuń
  11. To straszne co może dziać się np. w domach dziecka czy ośrodkach. Ważne,że teraz jest lepiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest o zdecydowanie lepiej! Na szczęście :(

      Usuń
  12. Jejku, nie mogę się doczekać ciągu dalszego. To, co przeżyłaś jest okropne! Zacytuję tutaj mojego ukochanego Lasia Companiję:
    "Nic nie zwalnia nas od tego by traktować ludzi... po ludzku".
    Jednak ci, którzy pracowali w tym domu dziecka zwyczajnie się na was wyżywali dla własnych korzyści, satysfakcji, może rozładowania nerwów... Tak być nie powinno. Bo później osoba po takich przejściach boryka się z problemami, z którymi nie może sobie poradzić i nie wynikają z jej własnych błędów. Niestety, może być lepiej, ale jednak to się ciągnie za nami całe życie... Ja nie byłam w domu dziecka, lecz także wychowałam się w nieludzkich warunkach. Dopiero niedawno zamieszkałam w spokojnym domu. Moim domu.
    Pozdrawiam, trzymaj się cieplutko :*
    Lina Nastya
    http://lina-nastya.blogspot.com/2017/01/19-faktow-na-19-urodziny.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc jakby nie patrząc Ty też przeżyłaś na pewno bardzo dużo i dobrze wiesz, jak to jest żyć w takich warunkach, no cóż ślę buziaki, a druga część już niedługo!

      Usuń
  13. Mam nadxzieje, że teraz dobrze Ci się żyje i że potrafisz znaleźć radość. Czekam na dalszą część

    OdpowiedzUsuń
  14. Przykro mi że miałaś takie życie <3

    OdpowiedzUsuń
  15. czytając ten wpis miałam łzy w oczach, czekam na dalszą część na której pewnie się popłaczę ♥ trzymaj się Kinia, pamiętaj że możesz na mnie liczyć xoxo ♥ Aga

    OdpowiedzUsuń
  16. Podziwiam Cię , że dałaś radę o tym napisać , a jednocześnie współczuję , ponieważ jest to bardzo przykre :/ Czekam na drugą część

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku nie miałam odwagi, ale miałam pewną motywację w postaci swojego chłopaka.

      Usuń
  17. Przykre jest to,że o takich sytuacjach dowiadujemy się dopiero po fakcie. Głowa do góry,trzymam kciuki i czekam na ciąg dalszy historii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety tak to już jest. Lepiej późno niż wcale. Takie sytuacje na pewno mają dalej miejsce.

      Usuń
  18. Łzy naplynely mi do oczu już w momencie, kiedy dowiedziałam się, że mama Cię zostawiła..Nie chce pisać, że Ci współczuję, że będzie dobrze czy takie rzeczy, bo to nie zmieni Twojej sytuacji, ale wierzę w karmę i na pewno pewnego dnia los się odwróci i będziesz żyć tak jak powinnaś od pierwszego dnia narodzin. Znam adoptowane osoby albo wychowywane przez jakiegoś członka rodziny. Najczęściej są to osoby, z który mi kompletnie nie potrafiłam się dogadać i były..wręcz dziwne. Oczywiście, kiedy to stwierdziłam nie wiedziałam o ich rodzinnych sytuacjach. Niektóre nawet pod przykrywką miłej osoby były agresywne w stosunku do każdego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna część już niedługo - też nie będzie kolorowo.

      Usuń
  19. chyba jak wiekszosc ludzi ktorzy nie doswiadczyli pobytu w domu dziecka, nie mialam pojecia ze tak to wyglada...o tym po prostu nie mowi sie glosno! Gratulacje za odwage, jednak nie jestes taka slabo osoba skoro zdecydowalas sie opisac ten koszmar...w tym kontekscie az glupio powiedziec ze czekam na dalszy ciac twojej histori, aczkolwiek zaciekawilas mnie :( moge mies tylko nadzieje, ze wyroslac na wspanialego wartosciowego czlowieka ktory szanuje innych i jest szanowany ;)
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie tylko Ty czekasz na ciąg dalszy: zauważyłam właśnie, że bardzo dużo osób chce znać kontynuacje, chociaż i ona nie jest za ciekawa, aczkolwiek wszystko niebawem :)

      Usuń
  20. Ja Ci powiem tak: życie ludzkie dziwnie się czasami układa, niektórzy mają usłane różami, innym ciągle wiatr wieje w oczy. Nie mogę sobie nawet wyobrażać, jak to jest wychowywać się w domu dziecka, bo nigdy nie miałam z taką instytucją do czynienia. Wiem natomiast jedno, że czasem w naturalnych domach też nie zawsze wszystko układa się różowo. Ja miałam rodziców i brata, z pozoru niczego mi nie brakowało, miałam co jeść i w co się ubrać, skończyłam studia i zdobyłam dobrą pracę. Teraz mam już własną rodzinę i dlatego wiem, czego jako dziecku mi brakowało: miłości. Nie miałam dobrych kontaktów z matką, nigdy nie powiedziała mi, że mnie kocha, czy jest ze mnie dumna. To też spowodowało u mnie kompleksy i długo walczyłam z poczuciem, że do niczego się nie nadaję. Ale potem postanowiłam przekuć swoją słabość w siłę. Wiadomo, przeszłości się nie zmieni, ale można sprawić, że przyszłość będzie lepsza. Ja wyciągnęłam wnioski. To, co mnie nie zabiło, mnie wzmocniło. Teraz wiem, że cokolwiek by się nie działo, poradzę sobie w życiu. Za 2 miesiące sama zostanę mamą i sprawę, że moje dziecko będzie najszczęśliwsze na świecie. A do Ciebie mam dwa pytania: czy próbowałaś może chodzić na jakąś terapię? Czy kiedykolwiek doszło do kontaktu z Twoją biologiczną mamą i wyjaśniła Ci przynajmniej powody swojego zachowania? Wiesz, nie ma usprawiedliwienia na oddanie własnego dziecka, ale skoro piszesz, że Twoje siostra urodziła się chora, to też jestem w stanie zrozumieć, że Twoja mama mogła się po prostu przestraszyć i sądzić że nie da rady zająć się Wami dwiema. Choć nie pochwalam tego. Pozdrawiam ;-) I zapraszam Cię w wolnej chwili do mnie: www.mama-to-ja.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że też nie miałaś ciekawej sytuacji, ale teraz masz okazję dać dziecku to co najlepsze czyli właśnie ową: miłość. Będziesz dbała o swoje dziecko tak i kochała ją miłością czerpaną od Ciebie. Dasz jej wszystko to co Twoja mama nie potrafiła dać. Na pewno będziesz wspaniałą matką! Z całego serca Ci tego życzę. Co do tych dwóch pytań: chodziłam na wiele terapii, ale niewiele one mi pomogły. Niedługo idę na kolejną ze względu na moją chorobę. Co do drugiego: nie próbowałam nawet się z nią skontaktować. Nie umiałabym jej spojrzeć prosto w oczy, nienawidzę jej! Co do oddania mnie, a zostawienia tego drugiego, chorego dziecka..ja wszystko rozumiem - gdyby było Nas tylko dwie, aczkolwiek miałam jeszcze 3 rodzeństwa, więc sama wiesz :)

      Usuń
  21. Te fotki same w sobie to już wyciskacze łez...

    OdpowiedzUsuń
  22. Jeju to bardzo smutne, podziwiam Cię jednak, że dałaś radę przez to przejść <3

    amelia-bloog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. najgorsze w tym jes to,że to prawdziwa historia :( współczuję, ale życzę wszystkiego co najlepsze. Takie smutne istorie dają motywację i siłę

    OdpowiedzUsuń
  24. Troche jestem w szoku, ale wierzę w to co napisałaś. Są na tym świecie okropne miejsca, o którym nie wie większość ludzi. Wiedzą tylko ci, co tam byli. Bardzo mi przykro, że musiałaś tyle przecierpieć przez swoją mamę. Czy była biedna? Może nie miała jak zająć się dwójką dzieci :/ Na pewno wiele przeżyłaś i nic dziwnego, że zamknęłaś się w sobie. Teraz powinnaś unikać stresu i - co najważniejsze - trzymać się z daleka od miejsc i ludzi, którzy mogą niszczyć psychikę. Ja też nie mam w życiu lekko, chciałam kiedyś pisać bloga, ale strasznie boję się, że ktoś mnie pozna. Też wiele wycierpiałam, zamknęłam się w sobie, w sumie nadal cierpię. Ale ty już nie cierp więcej. Nie daj się.
    Zostaję z tobą, będę cię obserwować

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za to co napisałaś. Mam taką cichą nadzieję, że już więcej razy nie będę cierpiała. Życzę Ci tego samego :)

      Usuń
  25. Pierwszy raz się spotykam z takim czymś. Ogólnie o wiem że dzieci w domu dziecka nie mają dobrze i mówi się o tym czasami ale nic się z tym nie robi. Jestem bardzo ciekawa całej historii czekam z niecierpliwością na więcej. Trzymaj się ciepło. Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedługo trzecia część, więc do przeczytania ;)

      Usuń