6 stycznia 2017

#2 Moja historia oparta na prawdziwych zdarzeniach.

Cześć. Dziękuję za tak duży odzew w postaci komentarzy oraz wyświetleń pod ostatnim postem. Tak jak obiecałam chciałabym w Nim przedstawić ciąg dalszy tej historii. Skończyłam tamten wpis na warunkach oraz atmosferze jaka tam panowała.



Będąc zagubiona, smutna, bezradna, a także wystraszona zdarzył się nieoczekiwany cud. Pewnego dnia, gdy spokojnie siedziałam sobie w kącie zobaczyłam dwójkę wtedy mi nieznanych osób. Gdy się Oni zjawili na sali zrobił się hałas. Dzieci widząc, że mają przy sobie słodycze spragnione głodu ruszyli biegiem w ich kierunku. Nie wiedząc co się dzieje nie ruszałam się z miejsca. 


Nagle ni stąd ni z owąd dwójka obcych mi osób pojawiła się przy mnie, kucając. Przestraszona ich obecnością nie umiałam wydusić z siebie słowa, myśląc że chcą mi coś zrobić. Chociaż mając wokół siebie inne dzieci domagające się uwagi Oni jednak byli nieugięci i skupili całą swoją uwagę na mnie. Z czułością w głosie zadawali mi rozmaite pytania, aby dowiedzieć się więcej o mnie. Na końcu podarowali mi wszystkie słodycze, które przynieśli ze sobą obiecując mi, że jeszcze tu wrócą i się wkrótce zobaczymy. Po tym zniknęli za drzwiami domu dziecka.


Moi opiekunowie w tym samym czasie, gdy zauważyli, że para odeszła odebrali mi reklamówkę z zawartością po czym rozdali wszystkim tam przebywających dzieciom wykluczając mnie. Po kilku dniach znowu ujrzałam młodą parę. Zauważając, że nie ma podarunku, który mi dali postanowili dopilnować abym zjadła chociaż jedno z tych produktów, które ze sobą przynieśli. Gdy para zobaczyła strach w moim oczach z wrażliwością próbowali mnie uspokoić, mówiąc że nic mi nie zrobią i mogę przy nich czuć się bezpieczna.


Powiem Wam szczerze, że gdy to usłyszałam przełamałam lody i zaczęłam z Nimi po raz pierwszy rozmawiać, zachowując przy tym pełną ostrożność. Możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę było mi bardzo ciężko komukolwiek zaufać. Strach jednak robił swoje. 


Jeszcze przez dłuższy czas odwiedzali mnie zawsze przynosząc ze sobą jakieś podarunki i próbowali zdobyć moje zaufanie. Do dziś pamiętam jak przynieśli mi zabawkę w postaci pluszowego misia, którego do dzień dzisiaj mam. Gdy przyszedł czas na adopcję i podpisywanie odpowiednich formalności moja biologiczna babcia próbowała ich przekupić sporą sumą pieniędzy i to nie byle jaką! Jednak Oni byli nieustępliwi i woleli mieć mnie niż jakieś pieniądze.


Gdy nadeszły moje pierwsze urodziny w ich domu postanowili urządzić przyjęcie zapraszając bardzo dużą ilość rodziny, którą miałam poznać. Widząc tyle osób spanikowałam i uciekłam do drugiego pokoju chowając się za firanką. Moja mama, która mnie adoptowała przyszła, do mnie zapewniając mi, że Oni przyszli dla mnie i nie chcą mi zrobić nic złego.


Pobyt w domu dziecka sprawił, że nie umiałam wiele mówić przez co jeździłam z rodzicami do logopedy i tam dostawałam po spotkaniu z specjalistą kasety z różnymi bajkami oraz słówkami, które miałam słuchać oraz uczyć się w domu. Do logopedy chodziłam przez dobre 3-4 lata aż moje słownictwo stało się normalne do mojego wieku. 


Potem nadszedł okres przedszkola oraz szkoły podstawowej, który również nie był przyjemny. Bowiem każdy patrzył na mnie z pryzmatu tego skąd byłam. Chociaż byłam pilną uczennicą nauczyciele nie traktowali mnie przez długi czas poważnie przez co ile bym się nie starała zawsze byłam ta gorsza. Dzieci, które dowiedziały się, że przebywałam w domu dziecka wyszydzali ze mnie i wytykali palcem.


W gimnazjum w końcu poczułam się doceniania i traktowana na poziomie. Jednak w pierwszej klasie dostałam w domu atak, tracąc przytomność. Gdy pojechałam do szpitala karetką okazało się, że choruję na epilepsję. Ani ja, ani moi rodzice nie spodziewaliśmy się tego. Rok ten sprawił, że bardzo często przebywałam w szpitalu, ponieważ od nadmiaru stresu dostawałam ataki. Druga klasa natomiast przyniosła mi śmierć mojej mamy przez co zawalił się cały mój świat i nie umiałam się pozbierać.


Śmierć spowodowała u mnie depresję przez co musiałam jeździć do psychologa. Choroba ta sprawiła, że cięłam swoje ciało ostrą żyletką przez co praktycznie wylądowałam w szpitalu psychiatrycznym na długi czas. Głównym powodem było targnięcie się na własne życie.


I tym akcentem chciałabym zakończyć swój post. Chce Wam przekazać, że jeżeli byście chcieli mogłabym napisać kolejną trzecią część o tym jakie głupie nawyki pozostały mi przez pobyt w domu dziecka oraz okres bycia w liceum. Do napisania! Trzymajcie się, cześć. 

50 komentarzy:

  1. Bardzo smutna, ale i wspaniała historia! Ja z ogromną chęcią bym poczytała następne posty o tym! :) Super blog!
    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy ile osób będzie za tym, jeśli post się przypodoba to czemu by nie?

      Usuń
  2. miło mi się czytało tą historię, smutna i wzruszająca zarazem, świetnie, że masz odwagę pisać o czymś tak prywatnym, podziwiam :)

    http://dressupwithpatt.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawa hisoria, ale mało rozbudowana przez co krótka. Jakby siekierą strzelił, jak to mówi moja chemiczka. Nie mniej jednak podoba mi się :) http://daisydianaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam również do przeczytania pierwszej części!

      Usuń
  4. O matko, jesteś niesamowicie dzielna! Wszystkiego dobrego, dużo zdrowia i samych dobrych rzeczy!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykra i zarazem piękna historia. Podziwiam odwagę i otwartość, ale dziel się tym z innymi, bo czasami mała cenna uwaga czy czyjaś historia potrafi zmienić życie drugiego człowieka !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy co powinni wiedzieć o tym wiedzą :)

      Usuń
  6. Doskonale Cię rozumiem. Niby nie byłam w domu dziecka, ale też jestem w rodzinie zastępczej. Znam ból wysmiewania. Ważne jest tylko, aby się nie poddawać i zawsze dążyć do celu. Jesteś niesamowicie dzielna. Życzę powodzenia😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty również z pewnością jesteś dzielna! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, słońce :*

      Usuń
  7. Smutno mi sie bardzo zrobilo, nie lubie gdy ktos cierpi ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie życie, nic na to nie poradzisz :(

      Usuń
  8. Smutny post ja osobiście jestem tak jakby w rodzinie zastępczej wychowuje mnie babcia jak byłam młodsza bałam się o tym mówić ponieważ bałam się wyśmiewania. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bałam, ale do czasu. Musisz w końcu się od tego uwolnić, masz na to okazję niepowtarzalną! Napisz o tym, gdziekolwiek! To może być tylko Twoje prywatne, albo tak jak ja napisałam o tym tu.

      Usuń
  9. Bardzo smutna, a zarazem piękna historia! :) Jesteś bardzo dzielną i silną osobą :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo smutna historia, ale mogę cię pocieszyć, ponieważ ja też zostałam adoptowana :) Na szczęście odrazu po urodzeniu więc spędziłam w domu dziecka może miesiąc bądź dwa. Też byłam wytykana i do teraz niektórym to przeszkadza, lecz nie przejmuje się tym, ponieważ niczym nie różnie się od innych tylko tym że pokochali mnie obcy ludzie i traktują mnie jak swój największy skarb! Życzę powodzenia kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To widzę, że nie jestem jednak sama :) chociaż tyle! Mogłabym się z Tobą dogadać, tak myślę. Przynajmniej Ty nie musiałaś nic ciężkiego przechodzić, pozazdrościć.

      Usuń
  11. Kochana, jesteś bardzo silna dziewczyną. Nie rozumiem dlaczego rówieśnicy wyszydzali z Ciebie- tylko dlatego, ze byłaś w domu dziecka? Przykro mi z powodu śmierci Twojej mamy. Mam nadzieję, że już lepiej u Ciebie? Pozdrawiam i ściskam mocno. Lap: http://cienwiatru.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak bardzo miłe i ciepłe słowa. No właśnie dlatego wytykali i wyszydzali mnie, ponieważ byłam z domu dziecka. Teraz jest lepiej, przynajmniej tak sądzę.

      Usuń
  12. Piękna i wzruszająca historia. Musiałaś mieć wiele siły i odwagi by napisać coś takiego, podziwiam. Życzę wiele dobrego i pomyślności w nowym roku. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Straszne. Tym bardziej trudne do czytania dla matki małego dziecka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością, pozdrawiam! Trzymajcie się cieplutko :*

      Usuń
  14. Jejuuu... Historia przesmutna, jestem pełna podziwu dla Ciebie, bo była to nie łątwa sytuacja.
    PhiloCaro

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo niemiła i niekomfortowa, ale już jest lepiej.

      Usuń
  15. Myszko pamiętaj że możesz na mnie liczyć by coś zrobić. mam nadzieje że pójdziesz kiedyś do specjalisty, mam nadzieje że nigdy więcej w życiu nie spotkasz takiej przykrej sytuacji.

    Całusy i pamiętaj że cię kocham.

    OdpowiedzUsuń
  16. Jesteś naprawdę dzielna. Wzruszająca historia :)


    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  17. Smutna historia, ale z akcentem szczęścia. Z wielką chęcią przeczytam kolejne posty o Twojej historii! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście. Zobaczymy co da się zrobić :)

      Usuń
  18. Bardzo wzruszający post. Jesteś na prawdę dzielna!
    Z przyjemnością przeczytam kolejne posty z Twoją historią :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Jesteś naprawdę silna i podziwiam Cie za opisanie tu tej historii. Na pewno wszystko co przeszłaś było trudne i nie raz myslalas ze nie dasz rady, a jednak tu jesteś. Jesteś wspaniała :)
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za wszystko ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Bardzo smutna historia!
    Widać, że jesteś bardzo dzielna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę. Nic innego mi nie pozostało :)

      Usuń
  21. Dobrze, że to wszystko dobrze się zakończyło. Na prawdę jesteś bardzo silna. Trzymam za ciebie kciuki. Podziwiam Cię, że zdecydowałaś się podzielić swoją historią w sieci. Mogłabyś bardziej się rozpisywać.
    Odwdzięczam się za szczere komentarze.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego dzielę to wszystko na kilka części. Polecam przeczytać jeszcze pierwszą :)

      Usuń
  22. Bardzo smutna, ale również piękna historia! :*
    Jesteś naprawdę dzielna, bardzo cię podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  23. Podziwiam cię naprawdę i życzę Ci jak najlepiej.
    Czekam na trzecią część :*

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja bym na twoim miejscu napisała o tym książkę bo naprawdę mało jest takich rzeczy i mało się o tym mówi :*

    OdpowiedzUsuń